Oj się działo!

Turysta odwiedzający naszą przystań już na wstępie mógł poczuć się zaskoczony widokiem faceta z maczetą okupującego przydrożne chaszcze. Dalej lepiej nie było: schody zawalone skrzynkami z zielskiem, tarasy uginające się pod tonami złomu i przeróżnych gratów bardziej lub mniej wiadomego przeznaczenia, długaśne bale zalegające na przejściu i kupa ludzi ganiających z workami. Turysta zdeterminowany wizją chwili relaksu na wodzie musiał przebyć istny tor przeszkód.

Fakt – takiego ‚bałaganu’ na przystani jeszcze nie było!

Maczeta posłużyła do powiększenia przydrożnego parkingu – zyskaliśmy około 10.dodatkowych stanowisk, potem została wykorzystana do okorowania bali na nowe poręcze.

Odkurzone zostały przyziemia i zaplecze, światło dzienne ujrzały dawno zapomniane sprzęty – niektóre „jak znalazł”, reszta już tylko do lamusa.

Pod ‚Stasiówką’ wyrosły umocnienia – od strony wody imponujący widok. Jest też pierwsze przęsło slipu. Wykonanie tych prac w niemiłosiernie prażącym słońcu to iście herkulesowa robota.

Przy okazji dokonały się drobne prace naprawczo-porządkowe – ukłon dla kolejnych Bosmanów dyżurnych.

A wszystko to własnymi rączkami Koleżanek i Kolegów Klubowiczów i ich Rodzin.

Dziękujemy!!!