Jakież to były emocje!

Poranek nie zapowiadał takich atrakcji. Słoneczko, jak zwykle, mocno już świeciło gdy na Przystań przybyło osób parę by zmierzyć się w zdrowej rywalizacji. Wiaterek leniwie powiewał, pod kawę z herbatą snuły się opowiastki z bliższych i dalszych okolic. Po cieście sytuacja zaczęła się rozkręcać, łódki stanęły w pełnej gotowości przy pomoście, sternicy wylosowali przydział. Jeszcze tylko wizyta na górce (tej za >drzwiami< z napisem „zamknięte”) i już.

Wiatr jeszcze nie do końca się obudził, przez resztę dnia też kaprysił i zmieniał nastroje.

Odchodzili pojedynczo, wypychani na bomie. Każdy w głowie kalkulował jak te trzy minuty wykorzystać by w dobrej pozycji się ustawić. Pierwszy bieg: zagęszczenie na boi, nie obyło się bez karnej rundy. Trasa trudna: z kierunku na Zaporę za bojami manewrowymi skręt w stronę przesmyku na pierwszą (żółtą) regatową, potem na drugą (czerwoną) przed wiaduktem, i za nią wzdłuż brzegu do mety.

Do Zapory szli pod wiatr z odbicia, choć z ruchu fal sądzić by można, że z południa wieje od przesmyku. Do ledwo widocznej na falach żółtej parę razy się obracali walcząc co rusz z zamierającymi podmuchami. Dalej było już z górki: półwiatrem na czerwoną i fordzielem na pomost.

Dwukrotnie się jeszcze załogi zmieniały, lżejsze jednostki przy pomoście, z cięższą na wodzie. I tu bez drobnego incydentu się nie obyło gdy się Venus z Omegą sczepiły w zgodnym tandemie sunąc nieuchronnie w kierunku kei. Szczęśliwie na czas rozdzielić się je udało i każda, już z osobna, zajęła pozycję startową.

Po kolejnych rundach wierni kibice wznosili owacje na cześć każdej z załóg kończących bieg, a paparazzi mieli okazję złapać emocje malujące się na twarzach zawodników. Bo choć atmosfera miła i przyjacielska to jednak próbą sił była: Nauczający z Nauczonymi w szranki stanęli, mając za plecami Starych (stażem!) Wyjadaczy.

Sędzia Główny spisał się nadzwyczaj profesjonalnie: sam wytyczył trasę, opędził całą biurokrację (wierzcie, że niemałą), przygotował kompendium wiedzy dla łaknących takowej (polecamy: trymowanie takielunku:) potem bacznie kontrolował przebieg rywalizacji, spisywał czasy z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku, zliczał, pisał, kaligrafował i wreszcie ogłosił wyniki.

W kategorii „Łódki” pierwsze miejsce zajęła Omega, drugie Foka a trzecie dostojna Venus. A i ona miała swe chwile chwały gdy pruła równo z najśmiglejszą Omegą!

Czasowe wyniki bardziej się różniły: najlepsi w 61 minut się uwinęli, kolejni ze stratą 2 i 8 do zwycięzców. Nauczający mogą być dumni z wyników nauczania – za chwilę Uczniowie przerosną Mistrzów. Weterani najlepiej wyszli z rywalizacji: co znaczy „siła spokoju”!

Wszystkich uhonorowano pucharami z szampanem i okolicznościowymi dyplomami – za wyjątkiem Sędziego, któremu słusznie przypadł największy puchar w udziale (bez dyplomu), a to za całokształt wieloletniej pracy. Gratulujemy!

Na wodzie się działo, na brzegu też. Przybywali Ci co rano pracowali i wysłannicy tych co pracowali na drugą zmianę. Nie przybyli Ci co na morzu (pozdrawiamy Mazury!).

Ja też tam byłem, szampana z pucharu piłem:))