Wycieczka do elektrowni.

Dzięki uprzejmości pracowników ponownie miałem okazję zwiedzić elektrownię przy Jeziorze Pilchowickim. Otrzymałem także zdjęcia z korytarza zbudowanego wewnątrz zapory. Są tam przyrządy pomiarowe, więc raczej nie jest udostępniany do zwiedzania.

Zapora, choć przestała być najwyższą w Europie, a nawet w Polsce, to wciąż imponuje swą wielkością – 62 m wzwyż, a wszerz: 140 w podstawie i 270 w koronie. Stojąc przy niej z moim metr siedemdziesiąt coś wzrostu, czułem, że nie dorastam jej do pięt. Ale cieszę się, że wciąż jestem od niej szczuplejszy: ja – no, może bez szczegółów, a ona gruba na 7.2 w koronie i 50,3 w podstawie. Przy tych gabarytach jest duża szansa, że korona jej z głowy nie spadnie.

A przypomnę, że chociaż w czasach jej budowy naród nie był tak wykształcony, dźwigi tak wysokie, ciężarówki tak szybkie, to powstała w ciągu 4 (słownie: czterech!!!) lat 1908-12. Dość dokładne informacje o zagrożeniu powodziowym, budowie zapory i elektrowni w Pilchowicach, jej projektancie prof. Otto Intze oraz o innych pobliskich budowlach hydrotechnicznych znajdziecie na tablicach na terenie naszej przystani.

Kamienny budynek elektrowni wygląda, jakby czas się go nie imał. Wnętrze pięknie odnowione, lśniące czystością, mieniące się barwami (kolorowe generatory, suwnice, płytki ceramiczne na podłodze, białe ściany z bordowymi cegłami..). Jakbym nie wiedział, to bym nie odgadł wieku staruszki. W porównaniu do mojej poprzedniej wizyty (ho, ho lat temu!) większość urządzeń została wymieniona, a jedyny stary (ale jary!) generator został podłączony do komputerów.

Na zdjęciach z tunelu też widać rękę dobrego gospodarza. Wzdłuż korytarza biegnie urządzenie pomiarowe bardzo czułe na ewentualne niepokojące wstrząsy. Jest wilgotno, gdzieniegdzie spływa woda, ale wszystko jest pod kontrolą: woda spływa sączkami, aby jej ciśnienie było niewielkie, a jej ilość jest dokładnie monitorowana i nie niepokoi fachowców. Jedyną oznaką wieku tamy są widoczne na zdjęciach małe stalaktyty i stalagmity, powstałe z bardzo powoli, ale systematycznie wypłukiwanych zapraw i betonu.

Wszystko wskazuje, że dziarskie staruszki: elektrownia i zapora długo nie przejdą na emeryturę. No i bardzo dobrze. Bo dopóki jest zapora, dopóty mamy jezioro do pływania! A i prąd elektryczny też się przyda!

RK