W piątkowy zimny wieczór 25 stycznia ośiemnaścioro zbłąkanych wędrowców w parach i podgrupach błądziło po zaciemnionych bezdrożach Wojcieszyc, każdy zaopatrzony w siatki przeróżnych wiktuałów pełne – w razie gdyby to błądzenie dłużej miało potrwać. Ostatecznie wszyscy szczęśliwie dotarli w gościnne progi Eli i Jurka, a tam… stoły zastawione, szklanice przygotowane, ogień w kominku buzuje. Rozsiedli się goście w ciekawej konfiguracji: panowie na prawo, panie na lewo na miękkich poduchach przepastnej kanapy.

Rozgrzawszy trzewia co nieco wszyscy z ochotą śpiewy zaczęli. W myśl klubowej zasady „śpiewać każdy może”, do wtóru trzech gitar cały (hm.. prawie) szantowy repertuar wyczerpany został a i inne melodie z zamierzchłych czasów światło dzienne ujrzały (kto „Stokrotkę” czy „Jagódki” pamięta łapka w górę). W przerwach dyskusje mało poważne się toczyły, zdarzenie przeróżne przypomniane zostały, że niejednemu boki puchły ze śmiechu. A że to brać żeglarska przy stołach zasiadała to i żeglarskie dowcipy przytoczone były pod pyszne sałatki, mięsiwa i ciasta (ten o pawiu pamiętacie?!).

Starsi bywalcy wyliczają, że za rok to już piąta rocznica „Szanowania” wypada. Solidnie się przygotować należy by już cały nasz śpiewnik wybrzmiał, kolektywnie i bez pudła – nawet a cappella.

Ahoj!