Zgodnie z założonym planem dzisiejszy dzień był pierwszym z cyklu rozpoczynającym przygotowanie przystani do użytkowania. Pogoda dopisała, wiadomo – zamówiona była!

W kociołku zawieszonym nad ogniskiem coś tam od rana bulgotało (tak, tak, mamy takowy i właśnie został ochrzczony) a w międzyczasie przy powoli rosnącej frekwencji rozpoczęło się sprzątanie.

Ten kto był ostatnio na przystani widział tony śmieci zalegające od poziomu tarasu widokowego w dół i kłody tarasujące slip. Już ich tam nie ma, tak jak liści na skarpie. Przy niewielkiej obsadzie osobowej udało się zrobić naprawdę bardzo, bardzo wiele. Drewno z pociętych pni leżakuje, slip jest pięknie przygotowany do wożenia ładunków, a niezliczona ilość worków czeka na wywózkę.

Gulasz-zupa z kociołka smakowała wyśmienicie – ani kropla nie została!