Przy pięknej księżycowej pogodzie, z lekką bryzą dzienno-nocną nasze wianki spłynęły z nurtem Bobru.

Ale….

… toż warto wspomnieć co się wcześniej zadziało. Otóż Panowie stanęli na wysokości zadania efektem którego były przytaskane przez Panie naręcza kwiatów i zielska wszelakiego. Gwar radosny zapanował na przystani. Jedni uwijali się przy stołach, inni te stoły zapełniali jadłem i napitkiem uczty królewskiej godnym. Wianków plecionych kupa na stelażach przemyślnych w gotowości spoczęła czekając na porę sposobną.

W międzyczasie tak zwanym kucharek sześć migiem posiekły skład Kociołkowej Zupy – która to do legendy już przechodzi – pod berłem światłej Królowej naszej. Niezależnie grill był rozpalon skąd smaczne zapachy wnet biesiadników oplotły.

Towarzystwo się uwinęło, zasiedlim przy stołach obfitych, a nasi Grajkowie śpiew rozpoczęli…

Gdy pora nastała – Słoneczko zapadło a Zapora pod blask Luny zajaśniała – dźwignęlim się od stołów by Tradycji zadość uczynić. Korowód na brzeg podążył by na bezkres wód wyruszyć. Przy wtórze plusku cichego wianki w ciemny nurt spłynęły oczy ciepłym blaskiem ciesząc, pomyślnych wiatrów nam życząc!